środa, 29 kwietnia 2015

Tusz do rzes od Soap and Glory- szczota gigant.


W grudniu w prezencie swiatecznym otrzymalam duze pudlo z kosmetykami Soap and Glory. Znalazlam w nim wiele produktow, miedzy innymi tusz Thick and Fast. Pierwsze co mnie zszokowalo to gigantyczna szczoteczka, wieksza od mojego oka. Mam krotkie i cienkie rzesy i od razu wiedzialam, ze milosci z tego nie bedzie. Pewnie sprawdzi sie duzo lepiej u osob z dlugimi, gestymi rzesami i duzym okiem. 




Opakowanie maskary jest klasyczne, czarne z rozowymi napisami. Jak juz pisalm wczesniej szczoteczka jest ogromna, tradycyjna. Tusz ma mocno czarny kolor, trzyma sie na oku caly dzien, nie osypuje sie, nie robi pandy, ciezko go zmyc. Efekt, ktory robi na oku jest w sam raz na codzien, jednak moze pozostawiac grudki. Troche trzeba sie nameczyc, zeby ladnie rozczesac rzesy. Bardzo latwo ubrudzic sobie powieke podczas malowania. Producent obiecuje pogrubienie i wydluzenie rzes, co prawda efekt jest widoczny, ale mysle, ze bedzie lepszy u osob z dlugimi, gestymi wloskami. Jej cena to £10 za 10ml. Ma dobre opinie na stronie Boots. 

Porownanie szczoteczek Soap and Glory i Essence.

od lewej oko bez tuszu, jedna warstwa, dwie warstwy / bez zalotki/

Fanki tuszu Maybelline Colossal pewnie by sie polubily z Thick and Fast, ja jednak ani jednej, ani drugiej maskary juz nie kupie, bo przy moich malych oczach, moge zrobic sobie krzywde. Zastanawiam sie czy dalej jej uzywac, czy zaczac juz miniaturke Benefit.



środa, 22 kwietnia 2015

MAC Russian Red - ideal?


Moja znajomosc z pomadkami MAC nie jest dluga, pierwsza dostalam dwa i pol roku temu na swieta. Byla to Impassioned, ktora niestety u mnie zupelnie sie nie sprawdzila. Pozniej kupilam dwie szminki o wykonczeniu Lustre- Plumful i Lustering, obydwie sa naprawde warte polecenia. Po kilku latach zbierania pustych opakowan po produktach MAC w koncu moglam wymienic je na pomadke. Niektorzy pewnie robia czeste zakupy w tym sklepie i uzbieranie 6 opakowan zajmuje im kilka miesiecy, ale ja wiem, ze kolejna darmowa szminka bedzie u mnie dopiero za rok, czy dwa jak dobrze pojdzie. W akcji BACK2MAC wybralam kultowy kolor Russian Red. Kusila mnie tez Ruby Woo i All Fired Up, ale wypadlo na czerwien doskonala. 



Jako, ze kosmetyk ten otrzymalam w ramach akcji recyklingu, ekspedientka, wziela kartonik w ktorym normalnie znajduja sie szminki MAC. Zupelnie mi to nie robi roznicy, bo i tak bym je wyrzucila do kosza. Opakowanie przypomina naboj, zrobiony z dobrej jakosci plastiku. Pomadka delikatnie pachnie budyniem. Russian Red to matowa, chlodna, klasyczna czerwien, ktora bedzie pasowala wiekszosci karnacjom. Aplikacja na usta jest latwa, kosnystencja szminki nie jest tepa. Nie uzywam kontorowki, bo wydaje mi sie, ze nie jest mi ona potrzebna. Jej trwalosc jest bardzo dobra, czyli jakies 4h bez jedzenia, chociaz w porownaniu do moich ulubionych produktow Bourjois Rouge Edition Velvet duzo slabsza. Jednak wyglad na ustach jest duzo ladniejszy, bardziej satynowy, niz te z Bourjois. Bardzo sie polubilam z ta pomadka, wedlug mnie jest to kolor, ktory swietnie mi pasuje. Bez problemu uzywam jej na codzien. Dzisiaj zauwazylam, ze jesli sie spoce / jezdzilam na rowerze/ to odrobine sie wylewa za usta, ale to moze dlatego, ze nie odcisnelam jej w chusteczke. Nie wysusza ust, chociaz nie wiem jak sie spisze u kogos, kto ma z nimi problemy. Szminki MAC sa w cenie £15.50 za 3g.
Zdecydowanie polecam Russian Red, ten kolor to ideal, chociaz jego trwalosc nim nie jest. 



Dawno nie robilam sobie zdjec, w ogole zapomnialam jak uzywac aparatu.

A tutaj fotka telefonem. 

Macie ta pomadke? Lubicie szminki MAC?



piątek, 17 kwietnia 2015

Wykonczeni ostatniego miesiaca

Ostatnio znowu opuscilam sie w zuzywaniu kosmetykow, rzadziej sie balsamuje i peelinguje. Nie bedzie to duze denko, ale nie jest zle. Staram sie konczyc kolorowke, wiadomo nie jest to latwe, ale widze postepy, dzis zobaczylam dno w moim brazerze Harmony. Co prawda 2 milimetry widac, ale jest.
Jakis czas temu zainspirowana filmikiem Baby Jane Hudson  ogarnelam moja toaletke i pozbylam sie kosmetykow, ktorych dawno nie uzywam, albo ktore sa przeterminowane.




Prostujacy szampon Schwarzkopf Gliss Asia Straight nie byl zly, dobrze sie pienil, oczyszczal wlosy, wygladzal, ale czesto je obciazal. Raczej nie kupie ponownie.
Odzywka Dove Pure Care Dry Oil, spisywala sie dobrze, wlosy byly miekkie i latwe w rozczesywaniu, jednak oczekiwalam wygladzenia, ktorego nie zauwazylam. 

Maska z The Body Shop Blue Corn dobrze oczyszczala cere i mozna byla ja uzywac jako peeling, byla bardzo wydajna. Same plusy, ale zdecydowanie wole tego typu produkty w tubce, poza tym mam zapas masek Origins, wiec na razie do niej nie wroce.
Krem Nawilzajacy Matujacy Ziaja 25+ byl swietny pod makijaz, wystarczajaco nawilzal i matowil twarz, nie zapychal. Niestety nie znalazlam go w Polskim sklepie, wiec bede musiala sie zadowolic innym.

Zel pod prysznic Naturativ- drogi zel, o nieciekawym zapachu. Nie wysuszal, ale tez nie nawilzal. Nie zalezy mi na kosmetykach naturalnych, dlatego u mnie juz nie zagosci.
John Frieda Frizz-Ease Glossing Mist mgielka, ktora powinna wygladzac baby hair i nablyszczac wlosy, niestety tego piierwszego nie robila.


Chusteczki Off Your Face z Soap and Glory znalazlam w pudle swiatecznym z tej firmy. Dobrze zmywaly makijaz, peelingowaly twarz, nie podraznialy, w sam raz na wyjazdy. Pewnie nie kupie ponowanie, ale tylko i wylacznie przez ich cene.
Bomba do kapieli Organique Greek swietnie nawilzala cialo, cudnie pachniala, robila z kapieli rytual. Duzo lepsza od kul z Lush. Jak bede mogla to na pewno kupie kolejne.

Tusz Volume Million Lashes So Couture So Black- poacztkowo bylam nim zachwycona, jednak ostatnio robil mi grudki na rzesach, ma dobra trwalosc i ladnie podkresla rzesy, ale na razie musze od niego odpoaczac, bo zuzylam juz 2 czy 3 opakowania.
Korektor z Collection spelnial swoje zadania, chociaz nie nalezy do lekkich i chyba bede musiala kupic cos delikatniejszego, lzejszego na lato pod oczy, moze wroce do produktu z Loreal.
Reve de Miel NUXE balsam do ust, ktory wedlug mnie jest slabszy od tego z Nivea i zostawia na ustach warstwe, co mi nie do konca pasuje, bo nie nadaje sie pod pomadki. Na noc na usta nie nakladam nic, chyba ze w okresie zimowym, dlatego pewnie juz do niego nie wroce.

Wykonczylam tez puder MAC Prep+Prime, ktory byl swietny, dobrze utrzymywal makijaz, ale nie matowil za mocno, twarz wygladala naturalnie. Zdjecie na szybko z telefonu zanim oddalam opakowanie w akcji back2mac.
Oddalam tez pomadke MAC Impassioned, bo byla po terminie, a u mnie sie nie spisala, podkreslala linie ust, brzydko schodzila, wysuszala.

A tutaj reszta, ktora poszla do kosza. Wszystkie paletki Sleek, duza paleta  FrontCover i wiele innych.








poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zdobycze ostatnich tygodni

Hej
W ostatnich tygodniach probowalam sie wstrzymac z wiekszymi zakupami, mam naprawde sporo kosmetykow i nie ma co zawalac szafek zapasami. Staram sie kupowac tylko to co potrzebuje. Raczej tak juz zostanie, bo ostatnio wyrzucilam sporo niezuzytej kolorowki.

Moj ukochany puder Prep+Prime z MAC jest juz na wykonczeniu, chcialam go znowu zakupic, ale stwierdzilam, ze sprobuje czegos nowego i odrobine tanszego. Zdecydowalam sie na Vichy Dermablend, ktory kosztowal mnie £14,55 na stronie www.feelunique.com . Normalna cena to £17 za 28g, ale znalazlam gdzies znizke w internecie. 9g pudru z MAC wystarczylo mi na rok... wiec, ten powinien byc ze mna 3 lata...
W koncu nazbieralam 6 opakowan kosmetykow MAC i moglam wymienic je na pomadke. Co prawda oddalam praktycznie cala Impassioned, ale byla juz przeterminowana i zupelnie mi nie podpasowala. Oddalam tez dwa opakowania po zdepotowanych cieniach i o dziwo nic nie mowili... Wybralam cudna pomadke Russian Red, przepiekny kolor, jestem zakochana. Myslalam nad All Fired Up, ale moze nastepnym razem ja wybiore. Troszke sie balam wykonczenia Retro Matt.

Moj szampon sie skonczyl, wiec wybralam Garnier Ultimate Blends z olejem z awokado i maslem shea, ktory kosztowal £1,95. Wczesniej siegnelam tez po odzywke z tej samej seri ale ta z olejem kokosowym i maslem kakaowym, ktora swietnie wygladza wlosy. Ceny nie pamietam, ale na pewno byla w promocji.

Skonczyl mi sie krem nawilzajaco-matujacy z Ziaja... i poszlam do polskiego sklepu i bardzo sie ucieszylam widzac krem +25, szybko go wzielam i w domu zauwazylam, ze jednak to nie jest moj ulubieniec, a jakis inny wygladzajacy. Mam nadzieje, ze nie bedzie zly.
Korektor z Collection w odcieniu Fair mam na wykonczeniu, wiec kupilam kolejne opakowanie za £4,18.


Nie mialam zadnego antyprespirantu, wiec zakupilam Right Guard, ktory spisuje sie dobrze, co prawda nie mam problemu z poceniem sie i zima wcale nie uzywam tego typu produktow, ale lato sie zbliza, pogoda sie poprawia, wiec warto nabyc dezydorant. 
W TkMaxx znalazlam szczotke The Wet Brush i zdecydowalam sie na kupno, poniewaz moje 2 Tangle Teezer zaczynaja sie niszczyc, a ja chcialam sprobowac czegos nowego. Zaplacilam £6, poniewaz gora od opakowania byla zniszczona, ale normalna cena to £7,99.

Jak tam wasze zakupy? Szalejecie?




czwartek, 9 kwietnia 2015

Moj pierwszy peeling enzymatyczny- Femi.

Hej
Na Londynskim spotkaniu blogerek otrzymalam Owocowy Peeling Enzymatyczny firmy FEMI. Jest to pierwszy produkt tego typu w mojej kosmetyczce. Jestem fanka mocnych zdzierakow do twarzy, chociaz nie uzywam ich za czesto. Jednak chwilowo je odstawilam, zeby sprawdzic dzialanie tego naturalnego kosmetyku. Bylam troche sceptyczna, ale produkt ten spisal sie calkiem niezle. Nie zwalil mnie z nog i pewnie go juz nie kupie, ale to glownie przez jego cene.


Od producenta:
Owocowy peeling enzymatyczny to doskonały kosmetyk dla każdego typu cery, w tym cery starzejącej się, zwiotczałej, cienkiej, suchej i delikatnej, a także dla cery mieszanej, łojotokowej i cery z problemem naczynkowym. Jest delikatny w dotyku, jak cienki muślin, lecz niezmiernie skuteczny w działaniu. Nie tylko dokładnie pozbawia skórę martwych komórek naskórka, ale też ją dogłębnie oczyszcza, nawilża, a także w widoczny sposób wygładza i rozjaśnia cerę. Dokładnie oczyszczona skóra po peelingu zachwyca promiennością.

Peeling zawiera enzymy z papai i ananasa, ekologiczny wyciąg z korzenia lukrecji, allantoinę i D-pantenol. Dyskretna nuta olejków eterycznych sprawia przyjemność podczas aplikacji peelingu.


Sklad:

Moja opinia:
Peeling Femi otrzymujemy w papierowym kartonikujego sloiczek jest szklany o pojemnosci 50ml. Na zakretce widzimy ladny wzorek. Produkt ten jest zabezpieczony, aby nikt nam do niego nie zagladal. Ma dosyc specyficzny, owocowo-ziolowy zapach. Kolor i konsystencja przypomina mi troche pistacjowo-zolty rzadkio budyn. Uzywam go raz, czasami dwa razy w tygodniu. Nakladam na 15 minut po czym zmywam ciepla woda. Moja skora po oczyszczeniu jest troche zaczerwieniona, jakbym dostala delikatnej reakcji alergicznej, ale bez swedzenia. Cera jest wygladzona, lekko napieta, miekka i rozjasniona. Nie zauwazylam zbytniego oczyszczenia i poprawienia sie stanu mojej skory. Nie jestem osoba, ktora kupuje tylko naturalne kosmetyki i dlatego tez moge znalezc duzo dobrych produktow w nizszej cenie. Jednak wole mocne mechaniczne zdzieraki raz na tydzien, ale uwazam ze ten peeling enzymatyczny jest naprawde fajnym produktem. Jest bardzo wydajny, zuzycie widoczne na zdjeciu jest po jakis 8-10 razach nakladania go na cala twarz i szyje. Jego cena jest wysoka, bo 107zl w sklepie Femilub £21 w sklepie Ecoeuphoria.

Znacie ten produkt?  Polecacie inne peelingi enzymatyczne?





czwartek, 2 kwietnia 2015

Soap and Glory Foot Buffer- Najlepsza Tarka do Stop


Hej
Nigdy nie dbalam zbytnio o moje stopy, ale z wiekiem stwierdzilam, ze warto cos z nimi zrobic. Poczatkowo zdecydowalam sie na pierwsza lepsza tarke, ktora nic nie robila, wiec przestalam jej uzywac. Pozniej dowiedzialam sie o koreanskich peelingach do stop. Pierwszym, ktory zakupilam byl ten z HolikaHolika i spisal sie swietnie, jednak kolejne opakowania dzialaly coraz slabiej. Moj pierwszy krem do stop kupilam jakies 2 lata temu i w koncu go zuzylam... w zeszlym miesiacu. Szukalam jakiejs tarki, ktora naprawde mnie zachwyci i taka znalazlam. Soap and Glory Foot  Buffer jest cudownym narzedziem. Moje stopy wygladaja swietnie. 

Niepozornie wygladajaca tarka jest naprawde ostra, mocno sciera. Ma dwie rozne plaszczyzny scierajace, a takze schowany w raczce maly pilniczek, ktory swietnie sie sprawdzi np. do duzego palca itp. Buffer ten jest bardzo wygodny w uzyciu, nie musimy sie meczyc, nie ma tego okropnego odglosu i uczucia jak przy tarce w kamieniu. Stopy sa gladkie bez wiekszego wysilku. Uzywam jej raz na tydzien, czasami rzadziej. Bardzo latwa utrzymac ja w czystosci, wystarczy opłukać woda z mydlem i wysuszyc. Pozniej smaruje stopy kremem Heel Genius z Soap and Glory. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i bardzo go polecam. Juz nie bede kupowac koreanskich peelingow, nie sa mi potrzebne.





Ciesze sie, ze wlasnie teraz odkrylam ta tarke, bo za niecale dwa miesiace wyprowadzam sie do cieplego kraju i sandalki beda na moich stopach kazdego dnia.
Cena Foot Buffer w Boots to £8.75.

A wy jaka tarke polecacie?